| |
W środę rano Lori usiadła przy stole do śniadania, patrząc na swoje nieodrobione zadanie domowe z trygonometrii. Równie dobrze mogłoby być w języku swahili, na
to samo by wyszło. Zapisała cyfrę, po czym ją zmazała, potem napisała kolejną, ale
i ta była niepoprawna.
Kyle przerwał jedzenie swoich płatków Cheerios i żelków - które przemieniły mleko
w obrzydliwie wyglądającą breję - i wziął do ręki zeszyt Lori.
- Musisz tutaj użyć twierdzenia Pitagorasa - powiedział. Wziął od Lori ołówek i zapisał kilka cyfr. - Więc x równa się sześć.
Lori wlepiła wzrok w kartkę.
- Dobra - wymamrotała. Tak naprawdę nic nie rozumiała z tego, co powiedział Kyle, ale była pewna, że on nigdy się nie myli, a zwłaszcza jeśli chodzi o matmę. Odłożyła ołówek i spojrzała na Kyle'a. - Hillary powiedziała mi wczoraj o waszych strojach na Monster Mash. Wydają się dość zabawne.
Kyle sączył przez słomkę sok pomarańczowy.
- Kostiumy?
Lori zmarszczyła brwi.
- Idziecie przecież przebrani za Kopciuszka i królewicza z bajki, tak? Hillary powiedziała, że ma już dla siebie sukienkę, a jutro ma wybrać się po garnitur dla ciebie.
- Pierwszy raz o tym słyszę - powiedział spokojnie Kyle.
Lori okrążyła palcem krawędź kubka do kawy. Cała Hillary, zaplanowała kostium i nawet nie poinformowała o tym Kyle'a.
- Wszystko w porządku? - zapytała. Kyle wydawał się zdenerwowany i zdezorientowany. Trzymał cały czas podniesioną łyżkę z płatkami, pozwalając im spaść z powrotem do miseczki, nie zjadł ani okruszka.
- Nic mi nie jest - powiedział Kyle, chociaż prawda była inna. Z powodu Hillary, z powodu Amandy, z powodu pogróżek Fossa... Lori mogłaby wybierać i przebierać. Wszystko jakby się sprzysięgło dzisiaj przeciwko niemu.
- Jeśli nie masz ochoty iść z Hillary na przyjęcie, to nie idź - poradziła Lori. Ciągle nie wiedziała, co myślećZDJĘCIE o tym ich wspólnym wyjściu. W tym zadurzeniu się Hillary w Kyle'u było coś takiego zachłannego, chciwego. Lori martwiła się, że do czasu, kiedy impreza się skończy, Hillary mogłaby spić Kyle'a i rozdziewiczyć go, po czym on wróciłby do domu z JESTwytatuowanym imieniem Hillary na czole. Jakaś KLUCZEMczęść jej chciała, żeby Kyle zrezygnował z propozycji Hilary, zdając sobie sprawę, że jest jakiś inny sposób, aby przekonać do siebie Amandę. No, ale to było życie Kyle'a. Jeśli to było to, czego on sam chciał, Lori nie mogła go powstrzymać.
- Nie, w porządku, pójdę z nią - powiedział Kyle. - Naprawdę.
- Co jest w porządku? - spytała mama Lori, wchodząc do jadalni. Miała na sobie biały blezer w paski na DOogniście pomarańczowej sukience, w ręce trzymała buty i duży skoroszyt, pod pachą zaś ogromną, granatową, skórzaną torebkę. Położyła skoroszyt na blacie i nalała sobie kawy do chromowego, podróżnego kubka. Jęknęła na dźwięk swojej komórki. Każdego ranka Nicole wszystko robiła w szaleńczym pędzie i wydawało się, że zawsze jest spóźniona.
- Nic - odpowiedzieli Kyle i Lori w tym samym czasie.
Pani Trager przerwała na chwilę swoje gorączkowo ZAGADKIwykonywane poranne czynności, zdziwiona uniosła brwi i spojrzała na nich oboje. Miała to swoje spojrzenie - nie oszukacie mnie.
W tym samym czasie Josh wpadł do kuchni z założonym ciasno na głowie kapturem i rękoma skrzyżowanymi na klatce piersiowej. Miał podkrążone oczy i zielonkawą twarz.
- Dobry - wybełkotał.
- Dobrze się czujesz? - zapytała zaniepokojona pani Trager. - Wyglądasz na chorego.
- Nic mi nie jest - odpowiedział Josh. - Nie spałem za dobrze zeszłej nocy.
Lori spojrzała podejrzliwie na brata. Tak, akurat.
Josh chrapał całą noc. Jego pokój jest obok jej pokoju i każdy najmniejszy hałas rozchodzi się przez ściany. Musiała przez brata spać z poduszką na głowie.
- Może zjesz coś? - zaproponowała pani Trager, zapinając wiszące, modne kolczyki.
- Może herbatnika z płatków owsianych?
Usta Josha zadrżały, a twarz zrobiła się bardziej zielona.
- W porządku - odpowiedział zachrypniętym głosem. - Zjem sobie tosta.
Lori obserwowała go, kiedy w końcu usiadł. Coś z nim było nie tak. Zeszłej nocy, kiedy wróciła od Hillary, u Josha w pokoju było zgaszone światło. Zwykle wykorzystywał swój czas, to znaczy do 23, co do sekundy. Lori mogłaby przysiąc, że łazienka na piętrze śmierdziała wymiocinami.
Uśmiechnęła się delikatnie. Rodzice wyszli wczorajszego wieczoru...
Josh podparł rękoma głowę na stole. Lori przełknęła ślinę.
- To jak, nic się nie zmieniło, idziesz na imprezę z Samanthą?
- Uhm - wymamrotał Josh.
- Wiesz, że ona jest szalona, no nie? - zapytała Lori. - Słyszałam, że wydziera się na chłopaków, którzy nie robią tego, czego ona sobie życzy.
- Ona wcale taka nie jest - wykrzyknął oburzony Josh, podnosząc głowę znad stołu.
- To jest jakieś obrzydliwe kłamstwo.
- Ona też dużo pije, nieprawdaż? - powiedziała Lori, obracając w palcach ołówek. Josh spojrzał na nią złowrogo.
- A kto to jest? - zapytała mama, biorąc łyk kawy. - Czy to ta dziewczyna, którą zabierasz na przyjęcie, Josh?
- Nie, mamo - wyjęczał Josh. - Lori kłamie.
Pani Trager spojrzała na wszystkich mocno zaniepokojona, pokręciła głową i wyszła do pralni. Kiedy zniknęła za drzwiami, Lori przysunęła się do Josha i spojrzała współczującym wzrokiem na brata.
- Co, kac cię męczy?
Josh wysłał jej groźne spojrzenie. Jak Lori odkryła jego wczorajszy eksperyment z wódką? Przecież wszystko ukrył z najmniejszymi detalami, wyczyścił szczoteczką do zębów całą łazienkę po wymiotach, przy czym o mało nie zemdlał.
- Nie mam żadnego kaca - powiedział nerwowo.
- Josh, jesteś klasycznym przykładem. Nawet nie próbuj mnie oszukiwać. Chcesz radę? Kup sobie jakąś porządną kanapkę z bekonem w McDonaldzie po drodze do szkoły albo coś podobnie tłustego, bo właśnie tłuszcz wchłania alkohol.
- Co to jest kac? - zapytał zdziwiony Kyle.
- Bardzo śmieszne - wyszeptał Josh do Lori, zupełnie ignorując Kyle'a. - Po prostu jesteś zazdrosna, że mam z kim pójść na Monster Mash, a ty nie.
- Przymknij się. - Twarz Lori poczerwieniała. Już miała mu się odgryźć - czymś w rodzaju: Każdy wie, że Samantha Jeffries jest dziwką i psychopatką-ale właśnie zadzwoniła jej komórka. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie i imię Hillary. Lori westchnęła.
- Co znowu? - zapytała Lori.
- Musiałam do ciebie od razu zadzwonić - mówiła Hillary. Dźwięk podmuchu zdradził, że jechała właśnie samochodem. - Widziałaś dziś rano blog Lili?
Lori wzruszyła ramionami.
- A czemu miałabym go przeczytać? - Lila Thompson była nową uczennicą, która założyła blog szkolnych plotek. Inni nowi byli jedynymi, którzy go czytali.
- Powinnaś go zobaczyć - powiedziała Hillary. - Lila umieściła wszystkich,
którzy idą z partnerami na Monster Mash. I wiesz, kto jest na tej liście? Declan!
- Co?! - wrzasnęła do słuchawki Lori, wstając na równe nogi tak szybko, że kolanami walnęła o blat stołu. Kyle i Josh patrzyli na nią zaciekawieni. Lori rzuciła Kyle'owi przestraszone spojrzenie, zaś Joshowi pełne obrzydzenia, jakby byli wszyscy w kajaku i przypadkowo wiosłowali ku rwącej rzece. Josh chwycił się za brzuch i zgięty wpół pobiegł do łazienki.
- Z kim idzie? Jest napisane w tym blogu? - Lori kontynuowała rozmowę, ściszając głos. Usiadła z powrotem przy stole, zachowując zimną krew.
- Nie, nie jest - odpowiedziała Hillary. - Ale, no nie wiem, może to być jakiś blef, Lor.
Lori zakręciło się w głowie, nie poczuła nawet, że wylała sobie na bluzkę resztki kawy. Jeśli treść bloga Lili była prawdą, to znaczy, że Declan okłamał ją wczoraj na sali gimnastycznej mówiąc, że idzie sam. Dlaczego to zrobił? By jej nie zranić? Co on sobie myślał, że ona się tym przejmie?
Lori głowiła się, jak by tu dowiedzieć się, z kim idzie Declan. Była taka cheerleaderka, widziała ich, jak rozmawiali przy wejściu do szkoły. Albo może to Jessica, zdzira z drugiej klasy, którą Declan całował na swojej imprezie tego lata? Lori zazgrzytała nerwowo zębami. Założyłaby się, że to jest Jessica, plotkowano, że ta przespała się z takim gościem z sekretariatu.
Kiedy podniosła wzrok, zauważyła, że Kyle czytał etykietę na odwrocie paczki płatków Cherrios. Tylko że na odwrocie nie było nic oprócz dużego obrazka miseczki płatków, szklanki soku pomarańczowego i kilku tostów. Oczywiście, podsłuchiwał jej rozmowę z Hillary udając, że tego nie robi.
Lori wstała z miejsca, niedbale wrzuciła matmę do oliwkowozielonej, płóciennej torby i wyszła do przedpokoju.
- To nie ma znaczenia - powiedziała do słuchawki. - Declan może sobie iść z kimkolwiek tylko zechce, mam to gdzieś. On jest draniem i... i śmierdzi mu z gęby, w sumie każdy o tym wie - kłamała, ale musiała coś wymyślić na jego temat. Rozłączyła się i rzuciła zamaszyście i gwałtownie telefonem o ścianę.
Minęło parę sekund ciszy. Kyle odłożył łyżkę i wyszedł do przedpokoju. Lori stała obok ściany, na której wisiały rodzinne fotografie, brodę miała wetkniętą w klatkę piersiową.
- O co chodzi? - zapytał Kyle ściszonym głosem.
- O nic! - krzyknęła Lori, nie patrząc w ogóle na Kyle'a. Policzki zaczęły ją palić, oczy piec. Odwróciła się, zarzuciła torbę na ramię i popędziła do swojego pokoju. Musiała się stąd usunąć.
Kyle nie wiedział, co zrobić, więc wrócił do kuchni. Drzwi od pokoju Lori zamknęły się z trzaskiem. Zjadł kolejną miseczkę rozmokłych płatków Cheerios i gumowych żelków. Nicole wróciła z pralni i rozejrzała się zakłopotana po kuchni.
- Gdzie wszyscy poszli?
Kyle wzruszył ramionami, niepewny, ile może powiedzieć.
Nicole usiadła na wolnym miejscu Lori przy stole. Spojrzała na jej na wpół zjedzonego pączka i ugryzła kawałek.
- Jak leci, Kyle?
Kyle ponownie wzruszył bezradnie ramionami.
- Myślę, że w porządku.
- Lori powiedziała mi, że wybierasz się na Monster Mash z jej przyjaciółką Hillary
i przebieracie się za Kopciuszka i królewicza.
Kyle uśmiechnął się ironiczne. Zadziwiające było to, że nawet Nicole wiedziała
o przebraniu, zanim on sam się o tym dowiedział.
- Chyba tak - powiedział posępnie.
Nicole spojrzała na niego zdziwiona.
- Myślałam, że spodobał ci się ten pomysł. Książę z bajki nie jest dla ciebie, co?
Kyle znowu wzruszył ramionami.
- Jest w porządku - powiedział. - Ja... ja ostatnio często myślę o Halloween - dodał w końcu. - Wciąż nie mogę go zrozumieć. To znaczy rozumiem, że to jest dzień, w którym się przebiera i jest się kimś innym, ale ciągle nie pojmuję dlaczego?
- Dla zabawy - odpowiedziała Nicole.
- Ale to jest kłamstwem - powiedział Kyle. - Przebieranie się za kogoś innego oznacza, że coś chce się ukryć.
Nicole przysunęła się bliżej Kyle'a.
- To jest okropnie poważna interpretacja Halloween. - Zatrzymała się na chwilę, przyglądając się uważnie Kyle'owi. - Wiesz, co mam na myśli? To nie chodzi wcale
o Halloween. Coś innego cię niepokoi. - Kyle wpatrywał się w wypukłą część łyżki. Widział w niej swoją wykrzywioną twarz - jego nos i usta były ogromne, oczy małe. Pomyślał, że powie Nicole o uczuciu do Amandy, ale cóż, ona wtedy powiedziałaby mu pewnie, że powinien uszanować to, że Amanda ma chłopaka i wycofać się w porę. Zresztą, Nicole nie pochwaliłaby Operacji Wywołania Zazdrości u Amandy.
Ale i tak gorsze od zmartwień na temat Amandy było wczorajsze spotkanie Fossa.
Kyle zamknął oczy. Zawsze kiedy pomyślał o nim, przeszywający, tępy ból ściskał jego żołądek. Skąd Foss znał jego imię? Czy był z jego przeszłości? Kyle przypomniał sobie, co Foss mówił zeszłej nocy: "Masz coś, co należy do mnie. Jeśli mi tego nie oddasz, znajdziesz się w niebezpieczeństwie". Czy Fossowi chodziło o token? Dlaczego jakiś głupi kawałek plastiku miałby być tak ważny - albo niebezpieczny?
Co w nim było? A potem powiedział Kyle'owi, żeby nic nie mówił Tragerom... czy coś w tym stylu. Kyle nie wiedział, co robić. Jeśli powie Nicole albo Stephenowi i coś mu się stanie, to co wtedy? Albo jeśli im się coś stanie.?
Kyle zerknął na Nicole, która cały czas przyglądała mu się, czekając na odpowiedź. Wiedział, że powinien powiedzieć o Fossie zaraz, jak tylko go spotkał. Jeśliby powiedział Nicole teraz, mogłaby się zastanawiać, co sprawiło, że Kyle nie powiedział jej wcześniej, co go do tego zmusiło, co jeszcze może ukrywać. Czułby się okropnie okłamując ją, to tak jakby nie był jej wdzięczny za uprzejmość i dobre serce. Jakby odpłacił jej się za dobroć tajemnicą, która może im zaszkodzić.
- Czy miałaś kiedyś jakąś tajemnicę i nikomu o niej nie powiedziałaś, bo czułaś, że tak będzie lepiej, nawet jeśli to oznaczało, że w ten sposób kłamiesz? - zapytał Kyle.
Nicole zmrużyła oczy, próbując zinterpretować jego pytanie.
- Masz tajemnicę związaną z Lori czy Joshem? - zapytała, patrząc podejrzliwie.
- Znowu cię prosili, żebyś coś dla nich zrobił? - Kyle był już wciągnięty w spiski Lori
i Josha, więc Nicole zawsze próbowała trzymać go z dala od takich kłopotów.
Kyle wzruszył ramionami, nie mogąc nawet spojrzeć Nicole w oczy.
- To nie ma nic wspólnego z Lori ani Joshem. To tylko hipotetyczne pytanie. - Zastanowił się przez moment. Chciał powiedzieć o spotkaniu z Fossem, ale nie potrafił się przemóc. - Widziałem taki scenariusz na jednej z gier wideo Josha - ktoś miał tajemnicę, ale nie mógł jej nikomu wyjawić, chodziło o bezpieczeństwo, żeby je zachować, musiał nawet skłamać.
Nicole westchnęła, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Josh za dużo gra w te gry. Nie pozwól mu cię w nie wciągać. - Po czym poklepała Kyle'a po ramieniu. - Wracając do twoich wątpliwości co do Halloween, czy one nie mają nic wspólnego z twoją amnezją i utratą tożsamości? Może czujesz się, jakbyś był w kostiumie, bo nie możesz sobie przypomnieć, kim jesteś? - Przerwała na chwilę, ale nie czekała na odpowiedź. - Nie powinieneś się tym przejmować, wiem, że to jest może nie w porządku i normalne, że może to być frustrujące. Czemu tak bardzo tym żyjesz? Co zrobiłeś, że zasłużyłeś sobie na amnezję? Pamiętaj: ty nic nie zrobiłeś, aby sobie na nią zasłużyć. I dlatego to jest nie w porządku. Masz pełne prawo być wściekły, ale nie wolno ci stracić nadziei - twoja pamięć wróci,Kyle. Jestem tu, aby ci pomóc przez to przejść, bez względu na to, jak długo to potrwa. Okej?
- Okej - powiedział Kyle, wpatrując się w swoje buty.
- Dobrze. - Nicole wstała i uściskała go. - Lepiej już idźmy, bo inaczej bardzo się spóźnimy.
Kyle w milczeniu poszedł do swojego pokoju, aby wziąć torbę do szkoły. Czuł się winny - Nicole była taka miła, wspierała go i pocieszała nieświadoma, że Kyle ukrywa taką ważną prawdę.
Kiedy zawieszał torbę na ramieniu, coś na biurku przykuło jego uwagę. Zapomniał o rysunku, który skończył poprzedniej nocy, długo po tym jak wszyscy położyli się spać. Rysował w szaleńczym tempie, przelewając na papier to wszystko, co miał w głowie. Po skończonej pracy nawet nie sprzątnął ołówków, były ciągle porozrzucane dookoła kartki.
Kyle drżącymi dłońmi podniósł rysunek i podszedł do okna, by obejrzeć go w lepszym świetle. Na rysunku Tom Foss wpatrywał się w niego, kucając za domem Tragerów. Kyle'owi udało się wychwycić błysk w oczach Fossa. Usta mężczyzny były otwarte, ukazując skrzywione dolne zęby. Szkic był bardzo realistyczny. Foss wydawał się na nim tak żywy, jakby zaraz miał powiedzieć imię Kyle'a i zakazać pisnąć choćby słówko o nim komukolwiek.
Nagle Kyle poczuł ponownie ten sam tępy ból z tyłu szyi. Rozejrzał się po pokoju. Drobinki kurzu lśniły w porannym słońcu, a jego wanna błyszczała. Gruby, wełniany szal leżał zwinięty obok wanny, a laptop był cały czas podłączony do prądu i stał na biurku. Na gałęzi za oknem przycupnął jakiś ptaszek. Kyle był sam, a jednak... czuł,
że tak nie jest.
- Kyle? - Nicole zawołała go z przedpokoju. - Jak chcesz, żebym cię podwiozła, to musimy już wychodzić!
- Okej - odpowiedział Kyle. Spojrzał jeszcze raz na rysunek, po czym szybkimi ruchami podarł go na malutkie kawałki i wyrzucił do kosza.
|
|